• Wpisów:5
  • Średnio co: 297 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 00:47
  • Licznik odwiedzin:1 077 / 1783 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
po co to wszystko?
jaki sens ma ta męczarnia?
dlaczego nie paść?
zasnąć na zawsze.
święty spokój.
iluzja?
  • awatar Aissandei: bo jest jeszcze wiele pięknych chwil przed Tobą : )
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
moim marzeniem jest usiąść na trawie, spojrzeć w niebo i szczerze powiedzieć: tak, jestem cholernie szczęśliwa.
 

 
dlaczego mam tak trudno w życiu kurwa? tak wiem, jestem złą córką i nigdy nie spełnię marzeń rodziców, które mnie dotyczą, ale czy to powód żeby mnie nie kochać?! właśnie tak się czasami czuję. jakby nikt w tym domu mnie nie kochał. jakby mama karmiła mnie i dawała pieniądze tylko dlatego że tak wypada robić z dzieckiem. jakby tata istniał tylko wtedy kiedy go zawiodę żeby pokrzyczeć na mnie, dać karę i znowu zniknąć. straszne uczucie. totalnie zjebany kontakt córki z rodzicami. najgorszy ból na świecie. dobrze że mam chłopaka. najcudowniejszego i najidealniejszego chłopaka na całym świecie. na prawdę. to mój najlepszy przyjaciel. takie dwa w jednym. ale co z tego skoro mój tata go nie akceptuje. nie akceptuje go jako mojego przyjaciela, bo o tym że my ze sobą jesteśmy to jeszcze nie wie. nie jestem przygotowana na kolejną kłótnię z nim. wystarczy że na moment podniesie na mnie głos, a ja już mam łzy w oczach. strasznie mnie boli to, że nie mam zrozumienia ze strony rodziców. czasami mam taką świadomość, że to moi wrogowie a nie rodzice. pewnie zdziwisz się czytając to, ale to się dzieje na prawdę. lepiej dogaduję się z nowo poznanymi ludźmi na ulicy niż z nimi. to tak strasznie boli.. czasami gdy kłócę się z tatą i wybiegam z domu mam ochotę lecieć prosto pod koła jakiegoś samochodu, albo wziąść żyletkę i zrobić jeden ale zdecydowanie głęboki ruch po żyłach, albo łyknąć garść tabletek nasennych, albo rzucić się z mostu, albo chociaż uciec z domu jak najdalej i nigdy nie wrócić. cokolwiek byleby już tak nie cierpieć . nikt mnie nie rozumie. każdy z mojego otoczenia ma wspaniały kontakt z rodzicami w porównaniu do tego jaki mam ja. nie chce tak żyć, co ja mam zrobić..
 

 
lepiej byłoby gdyby mama mnie usunęła będąc w ciąży. zobacz jak byłoby pięknie. Ty byś mnie nigdy nie poznał i nigdy byś ze mną nie był, przy czym oszczędziłbyś sobie wiele cierpień. rodzice mieliby święty spokój. mama by nie płakała tyle po nocach, bo znowu ją zawiodłam. przyjaciółka nie musiałaby znosić moich wiecznych wahań nastrojów. sąsiedzi nie musieliby się denerwować na swoją córkę, bo przecież przeze mnie zaczęła pić i palić. nawet pies cieszyłby się że w końcu nikt nie podnosi na niego głosu. ale niestety nie zrobiła tego. nie mam takiej odwagi żeby wziąść garść tabletek, popić alkoholem i spać w wieczną otchłań. mam tylko cichą nadzieję przechodząc na czerwonym świetle, że ktoś w końcu nie zdąży zahamować i pierdolnie we mnie na amen.
 

 
założyłam tego pingra/pingera czy jak tam po to, żeby mieć się po prostu gdzie wygadać (wypisać). czasami to co tu będę pisać może być nie zrozumiałe dla niektórych. nie spodziewam się zrozumienia. po prostu z niektórych uczuć jakie się we mnie "duszą" wstyd mi nawet powiedzieć najlepszej przyjaciółce i dlatego wykorzystam do tego mini bloga. elo.